Biznesowe gierki
Czyli rozważania o gospodarce i finansach.
Część 1
Cała gospodarka globalna przeżywa obecnie poważny regres, odczuwany wręcz przez światowe społeczeństwa jako krach gospodarczy, a w naszych mediach wciąż słyszymy, że w Polskim systemie gospodarczym i finansowym nie ma żadnego kryzysu lecz tylko tak zwane spowolnienie gospodarcze i należy stąd wnioskować, że poważne problemy wynikające z zaistniałej sytuacji, nasz kraj z pewnością ominą.
Podstawy takich wniosków to między innymi niezłe prognozy dla tegorocznego pkb (produkt krajowy brutto), przyjmując jego średnią wartość, z hojnie rozrzucanych przez znawców przedmiotu sprawy ocen, na poziomie 3,5%, czy też jak to ostatnio mogliśmy usłyszeć w uznanym, biznesowym programie telewizyjnym, zadawalające wieści dotyczące sytuacji na naszym rynku zatrudnienia, przekazane nam ustami eksperta, godnej zaufania instytucji zajmującej się badaniem tego obszaru rynkowego.
Okazuje się bowiem (wbrew panującym powszechnie odczuciom), że w ostatnim czasie więcej podmiotów gospodarczych zatrudnia pracowników niż ich zwalnia. Czyli, że te wszystkie niepokojące wieści, które do nas każdego dnia docierają, a dotyczą chociażby trudności w utrzymaniu równowagi produkcyjno - ekonomicznej szeregu głównych gałęzi krajowych struktur gospodarczych, takich jak hutnictwo, metalurgia, budownictwo, przemysł maszynowy, okrętowy, zbrojeniowy, meblowy, włókienniczy, ceramiczny itp, czy też całej gamy usług, są chyba wyssane
z palca i niepotrzebnie publikowane, stresują tylko nasze społeczeństwo.
Bezrobocie określone bowiem długofalowymi i precyzyjnie ustalonymi prognozami utrzyma się na maksymalnym, nie zagrażającym społecznej egzystencji, poziomie 10,5%, a potem, jak należy sądzić, będzie już tylko spadać.
Poza tym kondycja naszej gospodarki ma się nieźle i w porównaniu do innych państw wchodzących w skład grupy nowych członków Unii Europejskiej jesteśmy w najlepszej sytuacji gospodarczej.
Na dodatek, porównanie wskaźnika naszego pkb do wskaźników pkb większości krajów UE, wypada wyraźnie na naszą korzyść. Dla przykładu chociażby, taka potęga gospodarcza jak Niemcy, zakładają uzyskanie tego wskaźnika na poziomie zaledwie 0,9%, a są też wśród najbogatszych takie kraje, które muszą liczyć się w tym zakresie nawet z wartością określaną w liczbach ujemnych.
Ale to na tyle jeżeli chodzi o pozytywne odczucia w odniesieniu do kryzysowej fali, która z pewnością dotarła również do Polski i tylko jeszcze dokładnie nie wiemy jaka będzie jej długość i głębokość, a tym samym jakie będą jej skutki dla rodzimej gospodarki i zarazem dla naszego codziennego bytu.
Nawet z pobieżnych obserwacji dostrzec można pewne symptomy wyraźnej niewydolności systemu bankowego funkcjonującego w obszarze naszego kraju. Banki aby spełniać swoją rolę gospodarczą potrzebują pieniędzy na cele kredytowe i pożyczkowe. Ich gwałtowne ruchy w zabieganiu o napływ środków finansowych do bankowych skarbców widoczny jest chociażby w reklamach telewizyjnych, radiowych oraz poteżnej wielkości bilbordach. A jak wiadomo bez odpowiednio dużej dawki społecznych depozytów pieniężnych nie może zaistnieć wydajna i bezpieczna struktura kredytowa, wspierająca na przykład działania inwestycyjne podmiotów gospodarczych.
Oczywistym jest też fakt, że bez inwestycji nie ma istotnych źródeł pracy, a co za tym też idzie, dochodów ksztaltujących między innymi tak ważną ze względów ekonomicznych klasę średnią, posiadającą rezerwy finansowe i korzystającą w tych uwarunkowaniach, w znaczącym dla krajowej gospodarki stopniu, z dóbr konsumpcyjnych wytworzonych przez przemysł i usługi.
I tak to, biorąc w uproszczeniu, życiodajny krąg produkcyjno - usługowo - konsumpcyjny się zamyka.
W środowisku bankowym następuje też najprawdopodobniej spadek wzajemnego zaufania, skutkując po pierwsze zmniejszeniem pożyczek miedzybankowych oraz po drugie, wzajemną konsolidacją potentatów bankowych oraz osłabieniem kondycji mniejszych banków i niepewnością ich egzystencji w sytuacji spadku prestiżu i utraty zaufania klientów.
Mówi się o pomocy rządowej dla tej grupy „słabszych” banków, polegającej na wprowadzeniu do gry Banku Gospodarstwa Krajowego, który zasilałby je w środki finansowe pochodzące z budżetu, a przeznaczone głównie na cele kredytowe dla firm rokujących dynamiczny wzrost dochodów i zatrudnienia.. Dobrym również pomysłem na wzrost bankowych zasobów finansowych byłoby wprowadzenie dla klientów indywidualnych, długoterminowych lokat pieniężnych (2 – 3 letnich), funkcjonujących na preferencyjnych zasadach, takich jak np. zwolnienia z podatku „Belki”.
Pomysłów w tym zakresie może być wiele. Jedno jest pewne – bez konkretnych, rozsądnych i szybkich działań w sektorze bankowym, widmo kryzysu może nie tylko naszej gospodarce, ale też nam wszystkim, zajrzeć wkrótce głębiej w oczy, a mrzonki o rychłej poprawie sytuacji rynkowej, oparte dzisiaj głównie o krótrkotrwałe (kilkudniowe) odbicia indeksów giełdowych i subiektywną, mało realistyczną ocenę rzeczywistego zagrożenia, stanowić mogą tylko podstawy do zgubnego dla naszego społeczeństwa optymizmu.
Autor:
J.S.
|
|